Życie na wsi: gdzie śmierć jest częścią życia

Właśnie trwa mój ulubiony miesiąc. Zawsze nastraja mnie on na pisanie o życiu i śmierci. A właściwie częściej śmierci. Przeplata się ona w tym Całkiem Nudnym Życiu dość często, a nasze codzienne życie to wir szaleństw, które niewielu byłoby, by w stanie znieść.

Często dostajemy wiadomości, że mamy piękne życie, że ktoś nam zazdrości, ale nie zawsze jest pięknie. Łatwiej doświadczać piękna i dobra, ciężej mówić o strachu, śmierci i prostych, ludzkich trudnościach.

Życie na wsi

To życie na wsi zmieniło wiele. To tu obserwuję najwspanialsze zwierzęta, które w mieście ciężko było dostrzec. W Gdańsku nawet mazurki były coraz rzadsze, a tu, mam ich całe stado.

To tu, co roku sikorki lęgną się w zbudowanej przeze mnie budce. Ten cykl obserwuję od 4 lat i nadal nie mogę uwierzyć, ile poświęcenia jest w tym procesie, a może poświęcenia tylko z perspektywy człowieka, może dla sikorek to norma?

sikorka

W końcu ludzkie matki, też biegają non stop wokół swoich dzieci ( przynajmniej te niezaburzone i te, które chciały tych dzieci). Tylko że ta sikorka matka z moich obserwacji nie ma chwili wytchnienia, jak umrze w trakcie poszukiwania pokarmu, to kilka dni później umierają także jej dzieci. Tego niestety też doświadczyłam.

Śmierć zwierząt

Przechodząc płynnie to temat śmierci jest równie popularny jak temat narodzin. Mowa oczywiście o zwierzętach. Być może się już powtarzam, ale nadal jest to bolesne doświadczenie dla nas. W tym tylko roku ratowałyśmy:

  • leśną kunę,
  • jeże,
  • myszki polne,
  • dzikie ptaki,
  • owady,
  • przeróżne płazy

Nie wszystkim się udało, ale my chyba nigdy nie przestaniemy im pomagać.

śmierć zwierząt

Pomoc zwierzętom

Kulminacją była kuna. Pewnego dnia, Krystyna wracając ze spaceru z psami, kazała mi szybko wziąć kontenerek i iść za nią. Oczywiście stwierdziłam, że pewnie żadnego zwierzęcia już tam nie ma i to był przypadek, ale jak zobaczyłam kunę, którą wyjęła z krzaków to nogi mi zwiędły.

To piękne małe biedactwo, miało otwarte złamanie, w którym już żyły larwy much i jadły ją żywcem. Z całej miłości do owadów, tych larw nie znoszę. Może dlatego, że przez nie najwięcej zwierząt tracimy. Tak było też z kuną. Pomoc przyszła za późno.

Przeczytaj także

Pamiętam ten moment, gdy jechałam z nią taksówką do Wrocławia i rozmawiałam ze znajomym taksówkarzem, że jego znajomi ustawiają wnyki w tych lasach, a ta kuna prawdopodobnie w nie wpadła. Powiedziałam, że wobec tego niech przekaże znajomym, że każdą, którą znajdę usunę natychmiast. (tym bardziej że adoptowałyśmy suczkę Ari, która właśnie we wnyki wpadła i ledwo uszła z życiem)

Niestety przed samym Wrocławiem, kuna zmarła na moich kolanach.

Nie cierpię tego momentu, jest on bardzo cichy, mam wrażenie. To wtedy słyszysz tylko i wyłącznie coraz głośniejsze łapanie tchu przez zwierzę. Widzisz, jak jego ciało się nagle zmienia, larwy uciekają, mięśnie napinają, by zastygnąć na amen.

I wtedy jest ten ostatni wydech, uchodzi życie, nagle cały hałas z zewnątrz uderza dwa razy mocniej. Pozostaje poczucie straty, bezsensu, smutku i złość, przeróżna.

Tak przeorało nas w ostatnich latach życie, spędziłyśmy je głównie na ratowaniu zwierząt i walce o ich prawa, co możecie czasami obserwować na Instagramie naszego stowarzyszenia – Troskliwe Oko

Dbanie o siebie

Myślę, że to wszystko zmusiło mnie do zadbania o siebie. Nie tylko zwierzęta, ale praca, a raczej perfekcjonizm zmieniający się w pracoholizm, bo jak można przestać działać dla zwierząt? To bardzo ciężkie, gdy wiesz, że twoim szefem nie jest jakiś prezes ( Uściski dla mojego prezesa:P) tylko wszystko, co robisz, jest dla zwierząt. Na szczęście mam wokół siebie ludzi, którzy wiedzą, że aby skutecznie działać, trzeba najpierw zadbać o siebie i jest to najważniejsza rzecz, o której niestety często zapominamy.

Oprócz leczenia lęków, terapii, właśnie znalazłam miejsce dla siebie. Znowu łączy się ze zwierzętami. Jest nim pole, las, mokra trawa o świcie, czasami nawet przed świtem, czekam na zwierzęta we mgle.

A gdy mgła ustępuje miejsca pięknemu wschodowi słońca, pojawiają się one, dzikie zwierzęta. Nagroda, której nigdy nie oczekiwałam. Gdybym wierzyła w boga, to dziękowałabym mu za to piękno. Bo w tym momencie doświadcza się magii tego życia.

dzika sarna

Nigdy nie żałowałam przeprowadzki na wieś, uważam, że tu moje życie zmieniło się na lepsze. Tu mogłam zajrzeć w siebie i zastanowić się, co jest ważne a co nie. Tu zrodziły się moje najlepsze pasje, które mogę realizować i to tu mamy najwspanialsze zwierzęta uratowane od krzywdy. Także tu nauczyłam się lubić miasto na nowo i traktować je jako miejsce wypraw i wszelkich doświadczeń. A może to wszystko zadziało się, bo jestem już po czterdziestce? 🙂 Podobno wtedy zaczyna się życie, w mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że tak właśnie jest!


Ps. W międzyczasie miałam bardzo dużo wyrzutów sumienia, że tu nie piszę i nic nie nagrywam, jak wiesz, nawet chciałam zamknąć bloga i przestać go opłacać, ale nie umiałam. To jest cześć mojego, naszego życia. To tu widzę, jak ono się zmieniło i jak ja rozwijam siebie. Być może nasze środki finansowe się zmniejszą w przyszłości, bo sztuczna inteligencja zabiera Krystynie pracę, być może przyjdzie czas na to, by wszystko zamknąć, ale jeszcze nie teraz. Natomiast już teraz możesz mieć wpływ na to, że ta decyzja będzie odwleczona.

Zostań patronką, patronem tego bloga. Dołącz do Everyday Hero, który jest ze mną od dawna

Chcesz zobaczyć więcej moich zdjęć? Zajrzyj tu: https://agnieszkaolszak.myportfolio.com/witaj

Agnieszka
Agnieszka

W wolnych chwilach rozmyślam jak zmienić świat na lepszy, poszukując magii człowieczeństwa. Uwielbiam czytać książki i prowadzić działania na rzecz zwierząt. Nie potrafię zupełnie pisać o sobie, wolę o innych.

Artykuły: 272